poniedziałek, 16 lutego 2015

Lekcja 3

Wykonywała ćwiczenia i o niczym nie myślała. Chciała jak najszybciej znów stanąć oko w oko z Wojownikami. To przez nich stała się taka jaka jest. A jest: wyprana z uczuć, szorstka, zimna, oschła i... samotna. Odebrali jej wszystko co miała. Nie widziała jeszcze twarzy choć jednego Wojownika, noszą maski, które są połączone ze strojem. Nie da się ich zdjąć czy chociaż oderwać, a próbowała. Po nieudanej walce z nimi chciała choć zobaczyć twarz tego, którego zabiła, ale nie umiała.
Stała w ostatnim rzędzie. Zaraz koniec i znów zostanie sama ze swoimi myślami i wspomnieniami. Myśli o tym cały czas kiedy jest sama. Nie ma nic innego do robienia tylko myślenie. Inny żaden temat oprócz jej przeszłości ją nie interesuje. Ale kiedyś myślała tylko o tym co jest teraz, wtedy kiedy była szczęśliwa i kiedy miała kogoś przy sobie.
"Była w śniadaniówce i myła naczynia. Nie przeszkadzało jej to, że robiła to częściej niż faceci, bo tam mogła mieć chwilę spokoju. Nikt nie przychodził, bo rozmawiali o czymś bardzo ważnym w torum Starego Em'a. Rozmawiali o ich przeszłych podbojach kobiecych, a to ją w zupełności nie interesowało. Dla niej liczyła się ta chwila, która istniała i była. Po co miała się zadręczać przeszłością, wtedy nie było z nią Nansy'iego, a kiedy wojna się zaczęła poznała go i się zakochali. Oczywiście nie było to takie proste, gdyż swego czasu nienawidziła mężczyzn i to jest kolejny argument za tym, żeby nie wspominać przeszłości.
Chwilę tak rozmyślała, kiedy poczuła czyjeś ręce na swoich biodrach. Oczywiście wiedziała do kogo należą. Z wielkim uśmiechem na ustach odwróciła się do niego i pocałowała dość czule. Odwzajemnił się tym samym.
- Nie widzisz, że jestem zajęta? - zaśmiała się.
- Chyba dla mnie zawsze znajdziesz czas - przysunął się do niej jeszcze bliżej - Jutro w nocy zaczynamy - posmutniał.
- Wiem - pocałowała go w policzek.
- Wiesz, że wolałbym, żebyś tu została - oznajmił - Więc może jednak zgodzisz się i zostaniesz tutaj? - uśmiechnął się próbują coś wsukrać.
- Nie - ożywiła się uwalniając z uścisku swojego chłopaka - Nie, nie, nie. Przecież sam powiedziałeś, że jestem silniejsza od niejednego chłopaka z tego i innych impozytów. Więc dlaczego  nadal nie wierzysz, że mi się uda?
- Wierzę, wierzę, ale... Martwię się o ciebie i powinnaś zrozumieć, że chciałbym, żebyś była bezpieczna - znów się do niej przytulił.
- Ech - odsunęła się od niego i wróciła do poprzedniej czynności - Prosiłam cię, żebyś traktował mnie tak jak każdego innego impozytora - powiedziała twardo - A ty powiedziałeś, że będziesz mnie tak traktował bez względu na to co się stanie, powiedziałeś, że jestem tak samo równa - oburzyła się.
Nic już nie dopowiedział tylko po cichu wyszedł z namiotu. Miała rację, przecież kiedyś jej coś obiecał. Nie mógł tak po prostu kazać jej zostać kiedy chciała walczyć o wolność. Niestety wiedział, że przekonać jej się nie da, więc będzie walczyła. Gdybym nie był takim idiotą - pomyślał szorstko."

***

Alexander był strasznie wkurzony, że znów dziś oberwał. Miał po woli dość, dziś będzie druga lekcja z dziewczyną, a on sam nie wiedział czy tego chce. Ona uczy go skakać do wodospadu, czy to jest normalne? A może to, że każdy uważa ją za cud kobiecy, a dla niego jest tylko wkurzającą dziewczyną, która się mądrzy. Sam nie wiedział czego chciał, ale musiał coś zmienić.
Słońce zachodziło, a on nadal siedział przy stole, inni rozmawiali, lecz on toczył w swojej głowie bitwę. Czy pójść czy nie? Przecież jeżeli by odpuścił to co by o nim pomyślała? A tak właściwie dlaczego miałby się przejmować jej zdaniem? Przecież to dziewczyna. O nie, nie pokaże jej, że się poddał, bo to właśnie przemądrzała dziewczyna. Pokaże, że jest silny i nie da się tak łatwo spławić, bo przecież mogła to zrobić tylko dlatego. Nagle go oświeciło! Ona chciała się go tylko pozbyć, przecież to oczywiste. Ale tak się nie stanie.
Wstał szybko i kiedy chciał odejść usłyszał głosy chłopaków.
- Gdzie idziesz?
- Tak ci prędko do spania? - zaśmiał się inny.
Ale Alex był zbyt zajęty, żeby cokolwiek im tłumaczyć. Zresztą co by miał powiedzieć? Że idzie 'nielegalnie' ćwiczyć z... dziewczyną. Jak to brzmi? Dziewczyna. Prychnął tylko w myślach i poszedł do siebie.
Powinien spotkać się z nią tam w lesie? No właśnie nie wiedział, nie wiedział nawet czy ona w ogóle pomyślała o kolejnej lekcji. Może powinien iść do jej torum i się o to zapytać? Nie. Postanowił jednak iść do lasu i czekać. Jeżeli by nie przyszła do miałby powód do oskarżania jej, same plusy. Wyruszył więc z - już - pozytywną energią.

***

Vivian była gotowa, żeby nauczyć czegoś młodego chłopca. Miał tyle samo (może nawet więcej) lat co ona, ale w swoich oczach widziała go jako małego chłopca, który nie umie sobie poradzić z własnym życiem. Była prawie pewna, że nie przyjdzie, ale chciała jednak poczekać. Bo jeżeli by przyszedł to niczego by się nie nauczył, ale jeżeli by nie przyszedł to... Zostawiłaby go w spokoju, przecież to on chciał nauki, a nie ona, więc jej na tym nie zależy.
Szła przez las, było ciemno, ale nie bała się. Już dawno wyleczyła się z głupich lęków czy fobii, przeżyła zbyt wiele, żeby bać się ciemności. Bo przecież nie można bać się śmierci, a w ciemności czeka nas albo ona albo spokój, nic innego. Śmierć to coś co przychodzi szybko, trwa krótko, a i tak już po niej zostaje tylko spokój niczym nie zmącony.
Nagle usłyszała jakieś głosy. To nie było normalne o tej porze poza granicami impozytów. Bo jeżeli to nie sprzymierzeńcy to znaczy, że wrogowie. Szybkim i bezszelestnym krokiem wspięła się na drzewo. Patrzyła w dół, kiedy w końcu coś dostrzegła. Tego się nie spodziewała, już dawno ich nie widziała. Jej oczom ukazali się Wojownicy Krwi.
- Mamy kolejną - powiedział jeden zamaskowany.
- Taa - odparł drugi trochę znudzony - Chce sobie znaleźć żonę, a i tak wiadomo, że każdą złapiemy. Ten pomysł jest do niczego - westchnął ciężko.
- Yhy, i kolejna kobieta bez głowy - był ostro wkurzony - On powybija je wszystkie - oboje stanęli.
Patrzyli na jakiś punkt, ale Viv nie wiedziała na jaki. Po chwili jednak zobaczyła kto to. Przez chwilę nie mogła uwierzyć własnym oczom, ale zaraz potem otrząsnęła się, kiedy usłyszała przeraźliwy pisk. Wojownicy właśnie zabierali jakąś kobietę. Vivian od pięciu lat nie widziała żadnej ze swojej 'rasy'. Nie mogła tak bezczynnie stać i nic nie robić. Musiała jej pomóc.
Dziewczyna cały czas się szarpała, ale jak miała sama dać rady dwóm Wojownikom? Wtedy na pomoc przyszła jej Vivian. Wyjęła swój miecz i zadała jednemu cios, gdy był nieprzygotowany. Drugi jednak zdążył wyjąć swój miecz zaczęli walczyć. Kiedy tylko jakkolwiek zaczęła wygrywać z Wojownikiem jego towarzysz się ocknął i uderzył w nią. Szybko osłoniła się i nie została ranna, niestety jak tylko to zrobiła drugi z napastników mieczem przejechał jej po policzku. Została jej tylko rysa, nie zabolało ją, ale dodało siły. Szybkim ruchem pozbawiła jednego życia, a przynajmniej tak się wydawało. Drugi znów w nią uderzył, upadła i kiedy miał z nią skończyć na pomoc przyszedł Alexander. Odparł mieczem atak przeciwnika i zaczął z nim walczyć. Niestety nie miał tyle siły by mieczem odpierać tak silne uderzenia. Nie spodziewał się takiej siły w końcu został pozbawiony swojego narzędzia obrony. Wtedy włączyła się Vivian. Szybko znów zaczęły  wydobywać się szczęki uderzeń mieczy. Alex patrzył na to jakby patrzył na coś nadzwyczajnego. Przed chwilą próbował walczyć z tym Wojownikiem, ale od razu został znokautowany, a ona - ta dziewczyna - walczyła z nim jak równy z równym.
Nagle usłyszał dźwięk wchodzącego metalu w klatkę piersiową. Otrząsnął się i spojrzał w stronę dziewczyny. Zaraz później jedno ciało opadło na ziemię, na jego szczęście należało do Wojownika. Spojrzała na niego obojętnym wzrokiem i zwróciła się w zupełnie inną stronę. Poprzednio nie zauważył drugiej dziewczyny, ale teraz zwrócił na nią uwagę. Pierwsze co mu przyszło do głowy to "Kolejna dziewczyna", ale później uświadomił sobie, że jest piękna. Pierwsza z dziewczyn podeszła do niej i podała rękę, ta chwyciła ją i podniosła się.
- Vivian - przestawiła się, ale nie tak jak zwykle, już nie wiało od niej obojętnością, a czymś dziwnym dla chłopaka.
- Elena - odpowiedziała słodkim głosem - Kim wy jesteście? - była przestraszona.
- Jesteśmy impozytorami - wtrącił się Alex - Nazywam się Alexander - podał jej rękę.
- Musimy się zbierać - Viv przerwała im to miłe powitanie - Trzeba przygotować nasz impozyt do obrony - rzuciła.
- Jakiej obrony? - zaśmiała się Elena - Wojownicy chcieli mnie - oznajmiła.
- O czym ty mówisz? - znów wtrącił się Alexander.
- O tym, że to są zawody - uśmiechnęła się, ale widząc ich zmieszane miny postanowiła wyjaśnić - Patrick, syn przywódcy Wojowników, pragnie żony, ale że jest wybredny postanowił się pobawić. Wypuszcza dziewczyny i je łapie, jeżeli któraś będzie mądrzejsza i ucieknie lub powali - zaśmiała się jakby to była niedorzeczność - Wojownika to będzie ona. Wtedy pewnie wysłałby więcej ludzi po nią i zabrał dla siebie. Niestety jakoś mu się na razie nie udaje.
- Yhym - Vivian zamyśliła się na chwilę - Bez znaczenia - znów zmroziła swoją obojętnością i poszła w swoją stronę.
Szli już dłuższą chwilę, oczywiście Vivian przodem, a Alexander i Elena z tyłu. On co chwila spoglądał na dziewczynę, była zupełnie inna od Vivian, była taka... dziewczęca i mniej denerwująca. Ona zaś widziała jak na nią patrzy, podobało jej się to bo była na wolności i zaraz miała znaleźć się wśród mężczyzn, którzy będą ją wielbić.
- Ona zawsze taka jest? - szepnęła do niego.
- Jaka? - znów nie wiedział o co chodzi.
- Yyy, obojętna, szorstka, dziwna, mało mówna, mało kobieca, taka chłopska - zachichotała dziewczęco.
- Nie wiem - zawtórował jej - Dołączyła do naszego impozytu niedawno, należała do pierwszego, ale napadli na Wojowników i przeżyła tylko ona - wytłumaczył dość poważnie.
- Tak? Jak uciekła od nich kiedy werbowali kobiety? - szepnęła.
Nikt już nie odezwał się ani razu. Skąd miałby wiedzieć jak udało jej się uciec? Nigdy się o to nie pytał i ogólnie starał się nie zagłębiać w jakiekolwiek kontakty z nią.

***

Cała trójka doszła już do impozytu. Vivian odrazu poszła do siebie, ale Alex i Elena skierowali się do stołu, gdzie swoją kolacje jedli impozytorzy. Kiedy tylko zobaczyli uroczą dziewczynę zaczęli szeptać. Jak tylko podeszła do nich zamilkli. Na pozór wydawała się miła i niewinna, ale w jej oczach było coś niepokojącego, czego nikt nie zauważył. Każdy był w nią zapatrzony, a jej się to podobało. Miała dość ciągłej obecności dziewczyn, bo kiedy była u Wojowników siedziała tylko z kobietami. Była jedną z wielu, a teraz była jedyna, a raczej prawie jedyna. Ale z tego co widziała Vivian nawet jej nie podskoczy, zachowuje się jak chłopak, a nie jak dziewczyna, więc nie ma co brać ją pod uwagę.
- A któż to do nas przyszedł? - odezwał się w końcu jeden.
- Jestem Elena - odpowiedziała siadając obok i oddalając się od Alexandra zachwycona nowymi - Uciekłam z niewoli Wojowników - uśmiechnęła na co Alex lekko się skrzywił.
- Kolejna wojowniczka - zagadnął inny uwodzicielsko.
- Można tak powiedzieć - zachichotała kokieteryjnie - Niestety dwóch z Wojowników podążało za mną, na szczęście Vivian i Alexander przyszli mi na ratunek i we troje poradziliśmy sobie z nimi.
- Pewnie jesteś zmęczona - uznał kolejny.
- Trochę - udawała śpiącą.
- Wiesz, możesz tymczasowo mieszkać w moim torum - zaśmiał się.
Później rozległy się kolejne propozycje, a Alex poszedł do swojego torum. Myślał, że ona jest inna, ale jest płytka. Jeżeli już by miał wybierać między Vivian (jak się dowiedział) lub Eleną, wybrałby Vivian, nawet jeżeli miała by go tak wkurzać do końca życia. Nowa powiedziała, że uciekła z niewoli? Hyh, chyba w jej snach, sama nawet by palca za próg nie wystawiła. Albo powiedziała, że (cytat) "[...] we troje poradziliśmy sobie z nimi.", we troje? Ona cały czas patrzyła jak Vivian walczy, sam on nawet nie pomyślał, że cokolwiek pomógł, choć to była prawda. Ale ona? Jeżeli by widziała, że nie uda się odeprzeć ataku, uciekłaby.

***

Viv siedziała u siebie i ocierała rany. Miała ich trochę, bo walka z Wojownikami przyniosła jej wiele ran. Widziała jak Alexander próbował odpierać ataki ze strony napastnika, ale on pierwszy raz widział Wojownika na oczy, to chyba proste, że nie miał z nim szans. A co do tej całej Eleny to miała mieszane uczucia, wydawała się taka nijaka i miała ten dziwnie niepokojący błysk w oku. Oczywiście Alex'owi się spodobała, bo była urodziwą dziewczyną, ale na szczęście Vivian umiała trzeźwo myśleć. Chociaż prawdzie mówiąc chciałaby, żeby coś wyrosło z tej dziewczyny, miała dość wkurzających mężczyzn, a jakaś 'zdrowa' babka przydałaby się, to jakaś odmiana.
Kiedy już oczyściła swoje poranione ciało ubrała się i wyszła. Miała zamiar zahaczyć o starszych, powinni wiedzieć, że do impozytu dołączyła nowa dziewczyna. Wprawdzie nie będą zadowoleni na ten temat, ale nie ma co gadać, to ona tu decyduje. A poza tym: miała zostawić ją na pastwę Wojowników?
Weszła po woli do namiotu, siedziało tam dwóch impozytorów, w sumie się nie dziwiła, przecież jest późna pora. Ale to lepiej, nie będzie musiała ogarniać wzrokiem wszystkich po kolei.
- Witam - zaczęła od niechcenia - Chciałam oświadczyć, że do impozytu czterdziestego czwartego dołączyła nowa impozytorka - już chciała wyjść, kiedy usłyszała zaciekawiony głos.
- Impozytorka?
- Tak - odwróciła się - To dziewczyna, ale mniemam, że to nikomu nie przeszkadza - uśmiechnęła się niby uprzejmie i wyszła.
Było ciemno, a ścieżkę oświetlały tylko pomarańczowe światła lamp. Dziewczyna rozglądała się po namiotach, ze wszystkich słychać było głosy rozmawiających impozytorów. Z tego co słyszała głównym tematem ich rozmów była nowa osoba w impozycie. Mówili o niej sprośne rzeczy, jakby była zabawką. W Vivian gotowała się już krew, nie rozumiała jak tak można traktować kobiety.
Szła dalej, kierując się już do swojego torum. Nagle w ciszy usłyszała jakieś pomruki. Głowę przewróciła w prawo i podeszła na kilka kroków. W kącie zobaczyła całującą się Eleną z dwoma mężczyznami, ich ręce były na każdym kawałku ciała dziewczyny. Ale ona tylko pomrukiwała i wzdychała, Vivian nie wiedziała nawet dlaczego pomyślała, że coś z niej będzie. Teraz już wiedziała co z niej jest i wiedziała czego nie będzie. Nie miała zamiaru nawet tracić na nią czasu, więc poszła do siebie.
Teraz będzie jeszcze gorzej, Elena rozwali cały ten impozyt do końca. Nie będą skupiali się na ćwiczeniach tylko na przyjemnościach, które ona im zadaje. Musi zrobić z tym porządek, ale jak? Nie poradzi sobie z pożądaniem tylu mężczyzn. W tej chwili wiedziała, że to nie był dobry ruch, żeby skierować ją do tego impozytu.

***

Tymczasem Wojownik wstał, myślała, że go zabiła, ale to nieprawda. Jeden leżał martwy z głęboką raną w klatce piersiowej, ale on żył. Był bardzo poraniony, ale... żył. Poprawił swój strój i zaczął z ledwością człapać do siedziby Patrick'a. Nie mógł inaczej, bo tak był nauczony, wirność panu ponad wszystko.
W tej chwili władca wszystkich Wojowników całował jakąś urodziwą dziewczynę. Kiedy tylko Leokadia weszła do pokoju rzucił swoją zabawkę na łóżko. Odwrócił się do niej i spojrzał pokazując swój gniew.
- Znaleźliśmy dziś wszystkie, a tak właściwie prawie - zawinęła słowo, żeby go zaskoczyć, coś go ruszyło.
- Prawie? - uśmiechnął się, wiedział, że rozwiązanie konkursu może być blisko.
- Rano wysłaliśmy dwóch Wojowników i jeszcze nie wrócili, jeżeli nie wrócą do jutra przeszukamy teren bardziej wnikliwie - odwróciła się.
- A jak ty myślisz? - podszedł bliżej.
- Na temat konkursu? - odwróciła się.
- Na temat tego czy się uda - wyjaśnił.
- Myślę, że tak - uśmiechnęła się tak samo złośliwie i szyderczo jak on - Ale na to potrzeba czasu.
Wyszła i zostawiła go sam na sam z dziewczyną. Powrócił do niej, ale tylko usiadł na łóżku, ona zaczęła obejmować go rękami i całować po szyi, niestety on tylko myślał o tym czy złapią ją czy nie. Myślał też o dziewczynie, która przez te wszystkie lata nie chciał mu wyjść z głowy. I chociaż wiedział, że nie żyje chciał ją jeszcze raz spotkać.
"Szedł ścieżką, nie był specjalnie przyszykowany na to co ma go tam czekać. Wiedział, że musi iść, że wolałby zostać z nią, a nie z tyloma mężczyznami. Chciał być tylko i wyłącznie z nią, a każdy tutaj mu to uniemożliwiał. Tak, zrobił to tylko dla zabawy, ale nigdy nie spodziewał się, że pozna kogoś takiego jak ona.
Zauważył rannych mężczyzn, coś było nie tak. To z nimi puścił swoją dziewczynę, a oni teraz... Znów polowali. Szybko podbiegł do nich, szarpnął jednego za ubrania i zaczął.
- Gdzie ona jest?! - krzyknął.
Chłopak pokazał głową na oddział szpitalny, puścił go i z prawdziwym strachem udał się tam gdzie wskazał mu chłopak. Pierwszy raz od tak wielu lat bał się o kogoś i to było dla niego dziwne. Odsłonił zasłonę i wbiegł tam. Zobaczył ją siedzącą na stole, miała pokrwawioną kostkę. Kiedy tylko go zobaczyła uśmiechnęła się, ale jego twarz wyrażała jedynie złość, oczywiście nie na nią, a na tych, którzy z nią byli. Ujął w ręce jej stopę i obejrzał. Jęknęła lekko, ale stłumiła to wszystko w sobie.
- Boli? - zapytał czułym głosem.
- Trochę - uśmiechnęła się.
Przysunął ją do siebie i pocałował. Wtedy był szczęśliwy, wtedy z nią."
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Ten rozdział wydaje mi się chyba dobry, ale na pewno nie najlepszy. Jest dziwny. Ale coraz większymi krokami zbieramy się do wytłumaczenia burzliwej przeszłości Vivian. Mam nadzieję, że miło się czytało, buźki :*

środa, 28 stycznia 2015

Lekcja 2

Alexander nie mógł zasnąć w nowym miejscu, nie chodziło tu o sam fakt, że jest tu sam, ale o to, że ma torum bliżej starszych. Cały czas myślał o treningach z impozytorką, nawet nie wiedział jak ma na imię, ale jakoś to mu nie przeszkadzało. Chciał tylko umieć to co ona i być silniejszy, chciał móc stanąć oko w oko z Wojownikami. A teraz z jego posturą i koordynacją mógł o tym tylko pomarzyć.
Z samego rana wybrał się do swojej nowej 'trenerki', nie umówili się kiedy, gdzie i o której mają odbyć się ćwiczenia, ale postanowił zaryzykować i tam iść. Odgarnął zasłonę i dziarskim krokiem wszedł do środka, ale tam zastał tylko śpiącą dziewczynę. Podszedł do niej, ale kiedy tylko chciał lekką ją szturchnąć, żeby się obudziła, ta złapała go za rękę i wykręciła mu ją. Po chwili już stała nad nim, oczywiście z tą samą obojętnością co zawsze.
- Nikt cię nie nauczył, że nie skrada się do czyjegoś namiotu kiedy ten ktoś śpi? - warknęła na niego.
- Nie spałaś - zauważył szybko, a ona go puściła.
- Bez znaczenia - skończyła ten temat - Czego chcesz? - zaczęła drugi siadając przy stole.
- Wydaje mi się, że miałaś mnie czegoś nauczyć - rzucił szybko.
- A mi się wydaje, że teraz masz ćwiczenia z resztą impozytorów - oznajmiła niemiło - Ćwiczyć ze mną będziesz wtedy kiedy będziesz miał czas wolny - ta informacja przeraziła chłopaka.
- Czas wolny mam tylko wtedy kiedy idziemy na przerwę, żeby zjeść, czyli pod koniec dnia - powiedział chowając swój gniew.
- Więc wychodzi na to, że będziesz ćwiczył cały czas - uśmiechnęła się, ale później znów przybrała ten sam wygląd co wcześniej.
- Dlaczego nie mogę ćwiczyć w czasie codziennych zajęć, przecież one nie dają skutków! - krzyknął, wtedy wstała i szybko podeszła do niego jakby była oburzona, że podnosi głos.
- Bo nie mam zamiaru cię faworyzować. Sam chciałeś ćwiczyć, więc się zgodziłam, ale nie będziesz ćwiczył ze mną póki nie zrozumiesz sensu codziennych ćwiczeń. Dlatego będziesz je wykonywał, a później przyjdziesz do mnie i będziesz ćwiczył nadgodziny. Sam tego chciałeś, a ja jestem 'sprawiedliwa' - zaznaczyła nawias palcami.
- Dobrze - pokazał, że da radę z tym wszystkim i wściekły wybiegł z jej namiotu.
Patrzyła tylko na jego oddalającą się sylwetkę i prychnęła. Myślał, że będzie ćwiczył tylko z nią, więc się mylił. Ona za to lubiła odbierać czyjąś radość, on cieszył się, że będzie z nią ćwiczył, a ona z tym odwleka. Ale tak na prawdę sama nie mogła doczekać się pierwszej lekcji, bo to na niej zawsze odpadają. Najpierw chcą być super silni, a później najzwyczajniej odpadają z braku siły lub odwagi. Tak już to jest z ich 'rasą', tchórze jak wszyscy. Ale ona się na nich znała i choć próbują omotać kobietę, jej już nie dadzą rady, bo jest na wszystko odporna, a przynajmniej tak uważa.

***

Dzisiejsze ćwiczenia dla Alexandra ciągnęły się w nieskończoność. Cały czas myślał jaka to ona jest okropna. Przez nią nie będzie miał ani chwili wolnego czasu, a spał będzie tyle co nic. Oczywiście całą swoją złość przelewał na ćwiczenia, choć i to nie pomagało. Ona ćwiczyła razem z nimi i musiał ciągle oglądać jej twarz. Nienawidził być pod czyjąś władzą, a ona pokazywała, że jest pod jej rozkazami. Byli do siebie bardzo podobni, ale żadne z nich nawet nie pomyślało o tym. Nienawidzili się oboje, oboje chcieli walczyć, oboje umieli walczyć i oboje byli oschli dla innych. Niestety ona nie tolerowała mężczyzn takich jak on, a on nie tolerował kobiet, więc nie mogli razem egzystować.
Słońce po woli zachodziło, ale na dworze było jasno. Właśnie miał iść usiąść i zjeść coś ciepłego, kiedy poczuł na sobie czyjś wzrok. Okręcił się wokół siebie i napotkał się na dziewczynę. Kiwnęła na niego głową i poszła do lasu. Zdziwiło go, że to tam mają odbyć się ćwiczenia, ale i tak chętnie poszedł za nią. Nareszcie się doczekał lekcji, nie wiedział czy ma się czegoś obawiać czy po prostu być na luzie.
Doszedł do miejsca spotkania, a ona już tam stała. W ręku trzymała dwa grube kije. Jedne rzuciła jemu, a drugi zachowała sobie. Na szczęście zdążył złapać go i nie wygłupić się na pierwszej lekcji.
-Muszę wiedzieć co umiesz - stwierdziła na jego pytające spojrzenie.
Patrzyła tylko i czekała aż zaatakuje, nie miała zamiaru robić tego pierwsza, bo on sam powinien nauczyć się, że zawsze czeka się na ruch przeciwnika. Jeżeli wystartowałaby pierwsza pokazała by mu, że nic nie wie. Chwilę myślała kiedy w końcu zaatakuje i czy ona nie powinna mu pokazać i zacząć, ale w końcu na nią pobiegł. Z łatwością oddawała każdy jego cios, on się męczył, ale ona nie. Wiedziała co chłopak robi źle, ale nie chciała od razu mu pokazać. Była w zamyśleniu i tylko się obroniła, ale w końcu postanowiła zaatakować. Kiedy zaczęła uderzać, on zaczął się cofać. Pomyślał, o całym jego gniewie i z wielką prędkością przyparł ją do drzewa kij trzymając przy jej szyi. Spodobało mu się, że wygrał i choć trochę zasłużył na jakąś pochwałę.
- Dobrze? - zadrwił.
- Nie - wtedy z łatwością odparła atak.
Najpierw uderzyła głową w jego głowę, a później wytrąciła mu jego kij z ręki i kilkom zwinnymi uderzeniami powaliła go na ziemię. Swój kij przyparła końcówką do jego twarzy, nie wysiliła się na jakieś zbędne docinki, bo nie o to jej chodziło. Teraz dokładnie wiedziała dlaczego on źle zadające ciosy i dlaczego nie myśli. Po chwili odsunęła od niego kij i podała mu rękę. Złapał ją i wstał.
- Kiedy atakujesz myślisz tylko o jednej rzeczy - stwierdziła - A wojownik powinien używać wszystkich swoich zmysłów i na niczym się nie skupiać, bo nie o to tu chodzi - wytłumaczyła.
- Nie potrzebuję psychoanalityka - warknął wkurzony.
- Taa? A jak mnie poprosiłeś o to, żebym cię nauczyła walczyć to myślałeś, że będzie tak łatwo? Przecież tu właśnie chodzi o twoją psychikę - prychnęła wkurzona - Jeżeli w głowie będziesz miał burdel to fizycznie też nie będzie z ciebie pożytku - powiedziała już spokojniej - Więc musimy to poćwiczyć.
- Co poćwiczyć? - spojrzał na nią.
- Czego się boisz? - zapytała z zupełnie innej beczki.
- Niczego - spojrzała na niego wzrokiem typu 'taa, a ja jestem królewna Śnieżka'.
Już po chwili razem szli w tylko Vivian znaną stronę. Nie powiedziała mu gdzie idą, ale był zbyt ciekawy, żeby powiedzieć nie. Szedł i nic się nie odzywał. Był wkurzony, że powiedziała o nim jak o jakimś nieuporządkowanym dzieciaku. Tyle ćwiczył, a ona w kilka chwil stwierdza, że jest do niczego? Była zarozumiała jak dla niego, widziała tylko czubek własnego nosa.
Po chwili oboje doszli do jakiegoś dziwnego miejsca. Dla niego był to tylko kawałek lasu, który dziwnie wyglądał i wszędzie było słychać dziwny szum, ale dla niej było to co innego. Odsłoniła liście i przeszli na drugą stronę, był tam wodospad. Woda tłukła się o kamienie, a dźwięk, który się z tond wydobywał przerażał Alxandra. Co my tu robimy? - pomyślał i spojrzał pytająco na towarzyszkę.
- Boisz się? - zapytała w ogóle nie zwracając uwagi na chłopaka, patrzyła przed siebie.
- Okay, po co tu przyszliśmy? - zapytał.
- Przebijesz powłokę wody? - w końcu na niego spojrzała, ale ona zaczynał się śmiać - Serio pytam - zganiła go.
- Co?! - teraz już nie wiedział o co chodzi - Mam tam skoczyć?! Chyba zwariowałaś!
- Chciałeś umieć to co ja. Jeżeli nie będziesz wykonywał tego co ja to nigdy nie będziesz tego umiał. Skacz - przeliterowała.
Podszedł bliżej do krawędzi i spojrzał w dół. Było bardzo wysoko, a na dole były kamienie. Niby jak miał skoczyć? Przecież zabiłby się. Ale skoro ona powiedziała, że też to kiedyś robiła to może mu się nic nie stanie? Bo przecież ona żyje... Chwilę po tym gdy tak pomyślał poczuł coś zimnego na dłoni. To była jej dłoń. Złapała go i kiedy już myślał, że ona odwoła to co powiedziała albo powie, że to żart... Jednym ruchem ręki strąciła go w przepaść. Leciał długo i strasznie krzyczał, ale Viv tylko zeszła na dół, żeby powiedzieć mu o pijawkach. Wiedziała, że go wkurza, ale on musiał to przejść. Jeżeli przetrwa pierwszą lekcje to reszta pójdzie jak spłatka. Doszła i usłyszała plusk, usiadła na kamieniu i czekała aż wyjdzie. Jego oczy płonęły złością.
- Co ty zrobiłaś?! - rzucił się na nią.
- Żyjesz - stwierdziła.
- Ale mogłem już nie! - krzyknął ocierając mokrą twarz - Zaufałem ci!
- No i chyba nic takiego się nie stało, nie? - uśmiechnęła się kąśliwie - Pijawiki - otarła swoje ucho, żeby dać mu znać, że coś się do niego przyczepiło.

***

Vivian wróciła wcześniej, bo Alex musiał zostać przy wodospadzie oczyścić się trochę z różnych rzeczy. Ona była pewna, że już ani razu nie będzie chciał z nią ćwiczyć. Biedny chłopaczek przestraszył się. Wkurzył się, że go oszukała, a powinien nikomu nie ufać, bo każdy może go wystawić, tak jak...
Stała do kolejki z jedzeniem. Musiała zjeść coś ciepłego po lekcji z Alex'em. W końcu dostrzegła go wchodzącego do swojego torum. Spojrzał na nią, ale jej obojętność znów go znudziła, więc tylko prychnął i wszedł do siebie. Poszła ze swoją miską do stołu i zaczęła jeść, nienawidziła tego, że każdy się na nią gapił. Po krótkiej chwili przysiadł się do niej jakiś chłopak. Każdy patrzył w ich stronę i śmiał się. Już wiedziała o co chodzi, a złość gotowała się w niej.
- Wiesz, jesteś jedyną dziewczyną - zaczął, ale od razu został uciszony.
- Wiesz, nie jesteś jedynym facetem w tym impozycie - przedrzeźniła go - Odejdź stąd, bo inaczej będę musiała zrobić z tobą porządek - skończyła.
- Nie bądź taka, hyh, złość piękności szko...
Nie dokończył, bo kiedy jego ręka wędrowała do jej uda, jej ręka wykręciła mu ją i posłała go prosto na ziemię. Jęczał z bólu, ale ona tylko przycisnęła go mocniej i puściła. Posłała mu jeszcze tylko mordercze spojrzenie i poszła do siebie. Już kiedyś słyszała jak mówią o niej, niestety wyrażali się jak o jakiejś rzeczy. Zawsze śmieli się i nigdy nie równali jej jako wojownika. A ona zawsze chciała być równa... i kiedyś była, wtedy kiedy należała do impozytu 1.
"Ćwiczenia zawsze ją wykańczały, lecz teraz było inaczej. Dziś same ćwiczenia były zupełnie inne, wiedziała, że jest tam gdzie powinna i gdzie w zupełności pasuje. Była szczęśliwa i okazywała to. Jej chłopak, Nansy, patrzył na nią cały czas, był szczęśliwy, że ją ma. Była jedyną dziewczyną na wolności i była jego, kochała go i on kochał ją. Każdy mu zazdrościł, ale na Vivian patrzyli tylko jak na ich kolegę, tak też ją traktowali. Była w tej samej formie co oni i była tak samo slina co oni.Szła teraz do torum swojego chłopaka. Należał do impozytorów wyższych rangą i właśnie teraz odbywały się obrady impozytu pierwszego. Viv też należała do zgrupowania, więc mogła należeć do tej narady.- Wojownicy podchodzą już pod dwa impozyty, które są obok nas, mianowicie impozyt 32 i impozyt 12, jeżeli będą się kierowali tak jak teraz to w końcu zaatakują - wypowiedział się Nan.- Skąd wiesz, że chcą zaatakować? - zapytał ktoś inny.- No właśnie, może po prostu chcą mieć najwięcej ziemi jak tylko mogą mieć? - dopowiedział ktoś z tyłu.- To by im sie nie opłacało - oznajmiła Viv, pokazała palcem na mapie jakieś punkty - Wojownicy tutaj zabierają po kolei ziemie, od wschodu wżerają się pomiędzy impozyty, a kiedy w końcu osiedlą się pomiędzy wszystkimi zaatakują - oznajmiła.- Więc co mamy zrobić? - odezwał się Jimmy, najlepszy przyjaciel Nansy'ego.- To my zaatakujemy - odezwał się zadowolony z opisu Vivian, Nansy."

***

Alexander rozmyślał co ma dalej robić. Nie wiedział dlaczego tak zareagował na postępowanie tej dziewczyny, przecież mógł się po niej spodziewać, że zrobi coś chamskiego lub coś co narazi go na utratę życia. Może był wkurzony na siebie? Że pokazał nędznej dziewczynie, że jest słaby? Kiedy zapytała się czego się boi, on nic nie odpowiedział. Ale kiedy zaprowadziła go nad ten wodospad to widział jej tryumfalny wzrok. Nie, nie miał zamiaru się poddawać. Będzie ćwiczył i nie pokaże jej kolejny raz, że jest słaby, nie miał takiego zamiaru.
Wyszedł, żeby porozmawiać z innymi mężczyznami. Mimo tego, że przeszkadzali mu to nie mógł przecież utrzymywać kontaktów tylko z kobietą. Poszedł do stołu gdzie było jakieś zbiorowisko. Twarze innych oświetlały tylko lampy na wielkim stole. O czymś zaciekle dyskutowali. Przysiadł się niby na chwilę i zaczął słuchać.
- Też tak myślę - zaśmiał się jeden - Ale warunki ma i to całkiem, całkiem.
- Yhy, pewnie z tego korzysta. Jak niby może być na tej pozycji? Przecież jest kobietą.
- Pewnie puszczalska jak te inne - zaczęli się śmiać - Ale dziś prawie złamała mi rękę, jest jakaś obłąkana, ale jej wygląd...
- Taa, chwilę się zadomowi i uwiedzie nas wszystkich - jeden był opanowany.
- Ja bym nie miał nic przeciwko - zaśmiał się Jamie - A ty? Nic nie mówisz, a to przecież dzięki niej masz oddzielne torum - skierował się do Alexandra.
- Ja? - zaśmiał się, bo większych bujd o tej dziewczynie nie słyszał - Myślę, że jest dziwna, uważa, że wszystko jej wolno - prychnął.
- Bo nie myślisz o niej jak o dziewczynie. Nie rozumiem cię - uśmiechnął się blado - Jest tutaj jedyną dziewczyną, a ty uważasz ją jako wroga. Może powinieneś chociaż trochę odpocząć? - uśmiechnął się.
- Wątpię, żeby wyszło mu to na rękę - zaśmiał się Les - pewnie zanim by powiedział cokolwiek to by mu co nieco oderwała - wszyscy się zaśmieli.
Śmiał się chwilę z nimi, ale poszedł do siebie. Powiedzieli, że uważam ją za wroga - prychnął w myślach. Przecież nigdy niczego takiego nie powiedział. Ale z drugiej strony nie zamierza jej traktować jak grzeczną dziewczynkę, bo na to nie zasługuje. On znał ją lepiej niż oni wszyscy, ale jak tylko nauczy się walczyć tak jak ona... Zaprzestanie rozmawiać z nią czy utrzymywać inny kontakt, bo po co mu to? Ona to kobieta, a on to mężczyzna, powinien walczyć.

***


Noc zakwitła na dobre. Wszyscy impozytorzy 44 impozytu spali w swoich namiotach. Tylko jedna osoba nie mogła zmrużyć oka. Alex cały czas myślał co zrobić, żeby być silny, nie może przecież bać się wody. Wojownikowi nie raz przyjdzie skakać w najcięższe otchłanie. W przypadkach bez wyjścia nie ma czasu na myślenie.
Wkurzony wstał ze swojej maty i ubrał się. Wyszedł z namiotu i próbując być niezauważony poszedł do lasu. Szedł ścieżką, którą prowadziła go Vivian do wodospadu. Chciał przezwyciężyć swój strach i kolejnego dnia pokazać jej, że umie więcej niż poprzednio. Stanął na krawędzi skały i patrzył na stukającą o kamienie wodę. Po woli zdjął swoją koszulkę, a światło księżyca oświetlało jego umięśnioną sylwetkę. Zbliżył się jeszcze raz do krawędzi i ciężko przęłknął ślinę. I w końcu zrobił to skoczył do wody. Spadał, ale już nie krzyczał, swój wrzask tłumił w sobie. W końcu dotknął wody, była taka zimna, oczyszczająca.
Wypłynął na powierzchnię. Kiedy leciał na niczym nie był skupiony, był zupełnie rozluźniony i spokojny. Udało mu się, już żadna głupia dziewczyna nie powie mu, że się czegoś boi, już nie. Poszedł na górę po swoją koszulkę. Kiedy się ubierał usłyszał jakiś szelest. Obrócił się do tyłu, ale nikogo nie było. Włożył do końca bluzkę, ale cały czas miał wątpliwości, przecież nie jest głuchy, coś słyszał. Po chwili znów usłyszał jakiś szelest. Znów okręcił się wokół własnej osi, ale tak jak i poprzednio nikogo nie zauważył. Zaczął się denerwować i przyśpieszył kroku. Znów usłyszał szelest.
- Jest tu ktoś?! - krzyknął w las.
Niestety nikt mu nie odpowiedział. Machnął tylko ręką i udał się do swojego impozytu. Niedługo świt, a ćwiczenia zaczynają się wcześnie. Musiał choć chwilę się przespać, żeby nie padnąć podczas i ćwiczeń codziennych i ćwiczeń z dziewczyną. Prychnął w myślach na określenie dziewczyna, bo nie wiedział jak ma na imię. Niby nie było mu to potrzebne, ale chciał wiedzieć jak ma na nią mówić. Przecież na przykład na treningu kiedy chciałby się o coś zapytać to miałby powiedzieć 'ej, ty' albo 'ej, dziewczyno'. Zaśmiał się na swoją głupotę i położył na matę.
Patrzył w górę, nie mógł zasnąć. Była pełnia i księżyc tylko oświetlał jego twarz. Nadal w myślach miał swoja swoich kolegów, "[...] uważasz ją jako wroga". Nikt nie potrafi zrozumieć, że nie każdy lubią tą dziewczynę? Jego nie interesują teraz jakieś podchody miłosne czy coś, jest wojna i trzeba brać to na poważnie. Nie można się rozluźniać, bo to może sprowadzić zagładę na wszystkie impozyty. Trzeba być czujnym, bo w każdej chwili Wojownicy mogą zaatakować. On to wiedział.

***

Słońce wstało. Starsi impozytorzy jeszcze spali, ale wszyscy inni krzątali się po placu. Czekali aż ktoś otworzy stołówkę i wyda śniadanie. Vivian już dawno była na nogach. Siedziała przy stole i czekała aż obudzą się wyżsi. Kolejny zarzut do impozytu 44, wojownik powinien wstawać wcześnie, a oni się tylko lenią. Patrzyła na ćwiczących impozytorów, szukała między nimi chłopaka, któego uczy, ale nigdzie go nie było. Pomyślała, że jest zmęczony i że musi odpocząć. Wczoraj trochę rzuciła go na głęboką wodę i to dosłownie. Ale wiedziała, że tego potrzebował. Jeżeli nie zrobiłby czegoś zupełnie nie w jego stylu to nie odblokowałby się. A teraz zależy tylko od niego czy będzie ćwiczył dalej czy po prostu odpuści. Jeżeli odpuści to znaczy, że nigdy nie będzie z niego dobrego wojownika, ale jeżeli jednak będzie ćwiczył dalej to uda się z niego wykrzesać choć trochę duszy wojownika.
W końcu usłyszała gąg co oznaczało początek dnia. Wszyscy w rzędzie ustawili się w kolejce po jedzenie. Teraz powinni się stawić wszyscy, bo zaraz zaczną się ćwiczenia, ale jego nadal nie było. Wstała i poszła do jego torum. Weszła nawet nie zastanawiając się, zastała go na macie, oczywiście śpiącego. Podeszła do niego szybko i uderzyła z pięści w ramię, na co on się obudził. Spojrzał na nią jak na wariatkę, ale ona swoją codzienną obojętnością uświadomiła mu, że spóźnił się na ćwiczenia. Wstał jak poparzony, ale zanim zdążył wybiec ona zatrzymała go.
- Chciałeś ćwiczyć ze mną, a na codzienne ćwiczenia się spóźniasz? - pogroziła głosem - Powinieneś chodzić wcześniej spać, przecież nie musiałeś iść nad wodospad, to co powinieneś to być codziennie gotowym - rzuciła wkurzona i wyszła.
W tej właśnie chwili chłopak uświadomił sobie, że to ją słyszał uprzedniego dnia. Szła za nim do tego lasu, tylko po co? Już nie zastanawiał się więcej tylko wziął swoją miskę i udał się po jedzenie. Musiał coś zjeść, żeby więcej nie nawalić. Znów miała do niego pretensje, jak może się na niego tak wydzierać?
Stanął w kolejce, był zmęczony i chciało mu się spać. Wczoraj nabił sobie chyba kilka siniaków, bo za pierwszym razem uderzył o jakieś kamienie. Nie robił sobie nic z tego, bo nie raz miewał gorsze stłuczki. Kiedy dostał się już do jedzenia mało co było, ale wziął resztki i poszedł do stołu. Patrzył na impozytorów, którzy jak ranne ptaszki biegali i ćwiczyli, jakoś nie cieszył go ten widok. Był niewyspany, położył się późno i był zmęczony. Jeszcze dziś miał ćwiczyć z dziewczyną, będzie znów mu wszystko wypominała i go męczyła. Na samą myśl o tym niedobrze mu się robiło.
Wstał i odniósł swoje rzeczy do pokoju. Przeciągnął się ospale i już stosunkowo wypoczęty poszedł na codzienne ćwiczenia. Wszystko go bolało, ale wykonywał ćwiczenia tak jak zawsze, czyli starannie. Nic go zbytnio nie obchodziło, bo robiło wszystko 'aby przetrwać'. Musiał mieć dziś siłę, żeby jeszcze wytrwać do kolejnego dnia, który będzie tak samo męczący co ten. Wszystkie dni już będą takie gdyż impozytorka będzie go pod koniec dnia wykańczać.

***

Siedział w swoim pokoju i bez większej ekscytacji czekał na jakieś wieści co do 'konkursu' wypowiedzianego przez Leokadię. Nie wiedział czy złapano już jakieś dziewczyny i nie wiedział też czy jeżeli tak to któraś z nich walczyła. Co do tego konkursu to zmielił kilka zasad, gdyż wiadome było, że na pewno złapią wszystkie dziewczyny, ważne było to czy któraś z nich będzie chciała walczyć czy po prostu się oddadzą.
Patrick był znudzony czekaniem, choć dopiero wczoraj wpuścili dziewczyny. Chciał wszystko od razu i chciał wszystkiego najlepszego. Najlepsze lokum, najlepsza pozycja, najlepsza dziewczyna. Miał większość z tego, ale niczego nie doceniał. Jeżeli nie miał choć jednego czego chciał był zdolny do wszystkiego by to zdobyć.
Nagle drzwi pokoju otworzyły się, a przez nie weszła Leokadia, doradczyni Patrick'a. Była w jego wieku, ale to była jego prawa dłoń. I mimo to, że byli tego samego wieku, ona była za niego odpowiedzialna, była jego opiekunką. Szybko podeszła do niego, ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć on wstał.
- I co? - był bardzo oschły, jakby go to nie obchodziło, ale tak na prawdę było inaczej.
- A więc - wyjęła z torby jakieś kartki - Dziś złapaliśmy dwie, ale teraz dowiedziałam się, że wiozą tutaj blondynkę - zawiesiła się - Mają na oku dwie ostatnie - widząc jego ponury wzrok dodała - Odseparujemy je od reszty, a jeżeli ta tura się nie uda to wypuścimy kolejne - wytłumaczyła szybko.
- Tak, tak - machnął ręką, że już nie musi nic więcej wiedzieć.
Patrzył w okno. Wiedział, że żadna z tych kobiet nie jest na tyle dobra, żeby przetrwać choć dnia na wolności. Albo zginął same albo jego Wojownicy go złapią. Nie ma innego wyjścia, bo albo poprzez zamknięcie stały się zupełnie nieporadne albo były takie od początki. On wiedział zaś jaka dziewczyna jest jego ideałem, już kiedyś ją poznał, ale jej już nie ma, najważniejsza jest władza.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chyba się pośpieszyłam z tym rozdziałem, ale co tam. Nawet jeżeli nikt nic co do tego opowiadania to i tak będę pisać, hahaha dla mojej jedynej i kochanej snapki :*

niedziela, 25 stycznia 2015

Lekcja 1

Wszyscy stali jakby zobaczyli ducha. Nikt nie śmiał się odezwać. Alexander patrzył tylko na długi warkocz zwisający po ramieniu impozytora. Nie dość, że ruda to jeszcze baba - prychnął w myślach. Reszta jednak zszokowana była, że to kobieta, gdyż każdy myślał, że one wszystkie zostały zwerbowne na stronę Wojowników, a te które zdecydowały się uciec były zabijane. Już dawno nikt nie widział żadnej przedstawicielki płci żeńskiej. To była dla nich niedorzeczność, że ona przeżyła. Po pierwsze: do impozytów nie przyjmowano kobiet, a po drugie: jak z najsilniejszego z impozytów przeżyła tylko ona? Przecież to dziewczyna.
Po chwili przystawiła usta do mikrofonu. Każdy spodziewał się delikatnego głosu, ale tym razem znów się pomylili.
- Witam - powiedziała szorstkim głosem wypranym z jakichkolwiek uczuć - Jestem z impozytu pierwszego i jestem tu, żeby wam pomóc - wytłumaczyła, ale wcale nie brzmiało to jakby wierzyła w swoje słowa - Musicie ćwiczyć - powiedziała twardo, ale każdy stał w bezruchu - Na co czekacie? - ponagliła ich ostro i zeszła ze sceny.
Nikt nie był zadowolony z tak rozkazującego tonu w ich stronę i to jeszcze od kobiety. Później skierowali swój wzrok na starszych impozytorów, którzy tylko wiodli wzrokiem za dziewczyną, później spojrzeli na 'widownię' i zaraz po tym rozległ się nie miły głos przewodnika.
- Do roboty! - krzyknął i już po paru sekundach wszystko było tak jak przed przybyciem impozytora z jedynki.
Alex był rozwścieczony, że przyszła jakaś obca osoba i bez pardonu rozkazuje mężczyznom. Przecież to była kobieta, to ona powinna się słuchać mężczyzn, a nie na odwrót. Takie właśnie miał nastawienie co do płci żeńskiej. Uważał, że kobiety powinny być posuszne i poddane mężczyznom. Był zwykłym szowinistą.

***

Dziewczyna siedziała w swoim torum i rozmyślała co ma zrobić, żeby wykształcić impozytorów 44 impozytu tak by mogli stawić czoła Wojownikom, a przynajmniej nie zabić się przy pierwszym spotkaniu z nimi. Nie mogła pojąć dlaczego wiele mężczyzn z tego impozytu jest radosnych, a całą wojnę traktują jak sielankę. Ona przeżyła walkę z Wojownikami i wiedziała, że wszystko trzeba brać na poważnie i nie można nikomu ufać, teraz to wiedziała...
Siedziała i jadła skórkę chleba, bo to służyło jej jako posiłek. Uważała, że trzeba przyzwyczaić się do różnych niedogodzeń. Po chwili usłyszała jak ktoś zbliża się do jej namiotu. Spojrzała na zasłonę, która ochraniała pomieszczenie przed promieniami słońca. Ktoś odsłonił ją i wszedł do środka, ale dziewczyna tylko rzuciła mu spojrzenie od niechcenia i wróciła do swojej poprzedniej czynności.
- Życzy sobie panna uczestniczyć w porannych ćwiczeniach? - zapytał starszy z impozytorów.
Wstała, podeszła do niego i kiwnęła głową. Wyminęła go i wyszła na zewnątrz na plac gdzie ćwiczyli impozytorzy. Chwilę na nich patrzyła gdy w oko wpadł jej jeden z nich, który jako jedyny nie był zadowolony i ćwiczenia wykonywał starannie. Gdy tylko ją zauważyli stanęli i patrzyli się w jej stronę i tylko ten jeden chłopak prychnął na ich zachowanie. Jej twarz cały czas przedstawiała obojętność, na głowie miała szary kaptur. Spojrzała w stronę impozytora, który ją odwiedził i kiwnęła głową. Wtedy on krzykną na resztę i znów był gwar od ćwiczeń. Dziewczyna spojrzała w głąb impozytorów gdzie zauważyła tor przeszkód. Podeszła bliżej i cały czas czuła na sobie wzrok innych. Obejrzała dokładnie cały tor i prychnęła. Jak dla niej był zbyt łatwy. Dla impozytorów na ich poziomie powinien być dłuższy i bardziej niebezpieczny, ale gdy tylko zobaczyła ich starania zmieniła zdanie co do ich poziomu, spuściła wzrok i postanowiła działać. Stanęła przy jednej z drabinek i spojrzała na wszystkich, którzy tylko stali i patrzyli co ona robi.
- Kto przejdzie ten tor - prychnęła na słowo 'tor' - dostanie oddzielne torum - uśmiechnęła się.
Nikt nie podchodził, a ona wiedziała, że się boją. Po chwili jednak do drugiej drabinki podszedł ten sam chłopak, który z gorliwością wykonywał wszystkie ćwiczenia. Dziewczyna cały czas na twarzy miała wyraz obojętności, a chłopak nie wiedział co to może oznaczać. Oboje ustawili się na pierwszym stopniu i gdy ktoś krzyknął oboje ruszyli. Oczywiście szli łeb w łeb, a ją zdziwił stan chłopaka, gdyż widziała kondycję innych. Doszła do końca, a on doszedł do niej około pięć sekund później, ale udało mu się przejść. Uśmiechnął się, a ona klasnęła sarkastycznie w dłonie, lecz wcale nie chciała, żeby się cieszył. Jeżeli by to zrobił to rozleniwiłby się, a tego nie chciała.
- Jesteś niezła - powiedział do niej - Ale jesteś dziewczyną - prychnął, na co ona złapała go za ubrania i przyszpiliła go do ściany.
- Przeszkadza ci to?! - wrzasnęła.
- Trochę tak! - warknął - Ty nie powinnaś rozkazywać mężczyznom!
- Tak? - puściła go - Mężczyźni, tacy jak ty - dała przykład - stworzyli armię, która zgładziła cały tamtejszy świat. I jeżeli miałabym się słuchać twojej rasy to już wolałabym zdechnąć, bo nie znam gorszych typów niż tych, którzy w obliczu śmierci dzielą innych, bo im coś nie pasuje - poprawiła swoją bluzę i w totalnym spokoju wróciła do swojego namiotu.
Vivian była wściekła, ale wszystko ukrywała. Dla niej ważne było, żeby przeżyć i nieważne pod czyimi rozkazami, ważne, żeby ten kto rozkazuje był dobrym i sprawiedliwym kimś.
Udała się do starszych, żeby na ten temat porozmawiać. Chciała przejąć inicjatywę, chciała ustalić im nowy rozkład ćwiczeń i zdyscyplinować ich trochę. Weszła do ich namiotu gdzie odbywały się właśnie narady dotyczące właśnie jej. Gdy tylko ją dostrzegli zamilkli, a ona uznała, że teraz ona może zabrać głos.
- Chciałam porozmawiać chwilę o dyscyplinie dotyczącej tego impozytu - usiadła przy szarym stole.
- Mianowicie? - zapytał jeden ze starszych.
- Oni muszą mieć przywódcę - oznajmiła, jeden z nich głośno prychnął - muszą być przez kogoś poprowadzeni - wytłumaczyła.
- Nie możemy ich ograniczać ani nimi rządzić - oburzył się jeden.
- Ale możemy ich zastraszyć. Powinni być gotowi do ataku, ale także do obrony, a oni nie umieją nic, zupełnie.
- Po co to? Przecież każdy z nas wie, że Wojownicy nas nie zaatakują - powiedział szybko inny.
- Tak? Nie wydaje mi się to takie oczywiste. Wojownicy zniszczyli ziemię już do okolic impozytu 40, niedługo dojdą tutaj, a my nie jesteśmy gotowi!
- Dobrze wiesz, że oni nie zaatakują żadnego impozytu - zaśmiał się.
- Skąd mam mieć tą pewność? Jak łatwo zauważyć Wojownicy okrążają okolice impozytów, tak? - zgodnie przytaknęli - Więc kiedy już otoczą nas wszystkich wtedy zaatakują, a my nie mając innego wyjścia po prostu się poddamy - wytłumaczyła.
- Więc co mamy zrobić? - odezwał się ktoś z końca.
- Na razie ja zajmę się kondycją impozytorów, a później - skierowała się ku wyjściu - zaatakujemy nie popełniając żadnego błędu - wyszła zostawiając wszystkich w nie małym szoku.

***

Alexander pakował swoje rzeczy, choć wcale nie miał ich dużo. Tylko szara powycierana bluzka, miska i kubek. Cieszył się, że uwolni się od całodobowych narzekań kolegów. Nic im nie pasowało i tylko marzyli o wolności. Ale on wiedział, że wolność nigdy nie przyjdzie, chciał walczyć, bo wiedział za co. Nie pasowało mu jedno, a tak właściwie jedna. Dziś była od niego silniejsza, a on tego nie chciał, to on zawsze chciał być panem sytuacji, a ona tak po prostu rzuciła nim o ścianę. Teraz będzie mógł więcej ćwiczyć, bo będzie miał oddzielne torum, ale jak miał, a raczej co miał ćwiczyć? Przecież zwykłych ćwiczeń ruchowych nie może robić w nieskończoność, bo to nie da wymarzonego efektu. Wiedział, że jeżeli chce być silny musi się poniżyć i poprosić dziewczynę o radę. Nie chciał tego, ale to był tylko produkt jego działań. Nie miał innego wyjścia, bo tylko ona (nie licząc jego) przeszła tor i co najważniejsze tylko ona walczyła z Wojownikami.
Zabrał swoje rzeczy i skierował się do wyjścia, na swoich 'kolegów' nawet nie spojrzał. Udał się do starszych, a tam pokazali mu nowy kwaterunek. Było tak samo tylko ciszej. Nie musiał oglądać roześmianych twarzy chłopaków. Usiadł na stole i patrzył w przestrzeń. Głęboko rozmyślał czy iść do niej, czy jednak zostać i samemu główkować nad tą sprawą. Postanowił jednak, że walka jest ważniejsza niż jego duma. Wyszedł i udał się do jej namiotu. Stał przed nim kilka chwil, kiedy w końcu odważył się wejść. Siedziała przy stole i nad czymś rozmyślała. Odchrząknął i dopiero wtedy na niego spojrzała. Znów obojętność jej oczu zbiła chłopaka z tropu.
- Czego tu chcesz? - syknęła wstając.
- Ja - wziął głęboki oddech - Chcę, żebyś nauczyła mnie przetrwać tą wojnę, żebyś nauczyła mnie tego co umiesz - wystrzelił jak z armaty.
Patrzyła na niego jakby zaraz miała powiedzieć coś czego by żałowała. Mimo tego, że dużo słów cisnęło się jej na usta milczała, to samo było z Alex'em. Stali tylko i czekali, tylko, że nikt nie wiedział na co.
- Sama dobrze wiesz, że te całe ćwiczenia nie przynoszą efektów - wydarł się w końcu.
- Wiem, ale po pierwsze: nie krzycz, bo jesteś u mnie, a po drugie: dlaczego miałabym cię nauczyć skoro mnie nie szanujesz? - i tym go zgasiła - To co powiedziałeś rano nie spodobało mi się - dodała - Ale nauczę cię - oznajmiła - Tylko, że nie za darmo - uśmiechnęła się szyderczo.
- Czego chcesz? - prychnął.
- Przeprosin - znów wróciła maska obojętności - Tylko takich głośnych i ładnych - powiedziała ostro - Jestem o stopień wyższa od ciebie i nie życzę sobie tak skierowanych słów do mnie - dodała rozzłoszczona.
- I mam cię przeprosić? - zaśmiał się.
- Tak - odwróciła się, wiedziała, że nie on nie musi przepraszać przy wszystkich, żeby ona mogła go poniżyć - Nie mówiłam ci, ale - zbliżyła się do niego jakby mówiła jakiś sekret - rude są wredne - zmroziła go wzrokiem.
- Okay - przygotował się - Przepraszam cię za to co powiedziałem rano - wydusił z siebie, a ona pomachała ręką, żeby mówił dalej - I nie zachowam się tak już nigdy więcej - dodał znudzony.
- Pięknie - zawiało obojętnością - A teraz spadaj - nie wiedział o co jej chodzi - No już!
- To nauczysz mnie czy nie?
- Taa - westchnęła, a on wyszedł.
Nie rozumiała tego chłopaka. Był inny od reszty, on pchał się na wojnę i tego też nie rozumiała. Od samego początku go nie polubiła i teraz przekonywała się, że miała rację. Jest zadufany w sobie i nie wie co to znaczy stracić kogoś. Chciał się pakować w walkę z tymi podłymi ludźmi, ale wcale nie wiedział kim oni są.

***

To był władca wszystkich Wojowników Krwi. To on zorganizował wojnę i walkę o bycie, zniszczenie świata to jego zasługa. Pojmał wszystkie kobiety, żeby impozytorzy nie mogli się rozmnażać i wkrótce zginęli. Porwał je by oni nie mogli kochać.
Właśnie wybierał sobie swoją wybrankę, ale żadna z kobiet mu nie pasowała. Każda jedna dygała na jego widok, a on chciał czegoś nowego. Był młody, więc chciał dziewczyny, która w pełni go zadowoli, ale z ich 'zbiorów' żadna nie była go godna. Musiał szybko wybrać gdyż ojciec pragnął ślubu i dzieci, ale on wiedział, że z byle kim się nie ożeni.
- Nie - spojrzał na kolejną z kobiet - Ta też odpada.
Jego doradczyni kręciła tylko głową na kolejne wybryki jej wychowanka. Jego ojciec był inny, a Patrick miał swój gust i lubił te nieugięte, lecz sam się do tego nie przyznawał. On sam nie wiedział czego chce.
- Potrzebuję czegoś nowego - zaczął od nowa - Potrzebuję pięknej, urodziwej i inteligentnej dziewczyny z klasą - dziewczyna znów westchnęła.
- Wiem! - ożywiła się, a on spojrzał na nią jak na głupią - Wypuścimy pięć z nich na wolność - zaciekawił się - Jeżeli którejś z nich nie złapiemy to będzie ona, będzie waleczna i mądra - uśmiechnęła się.
- Świetnie! - wstał - Wybierz jakieś i wypuść, a jutro zaczynamy! - uśmiechnął się i poszedł do swojej komnaty gdzie jak zawsze czekała na niego jakaś przeurocza 'zabawka'.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Kolejny rozdział, jest taki sobie, ale mam nadzieję, że ktoś jednak się zaciekawi tym co piszę, jeżeli kogoś (w ogóle) to obchodzi, proszę zostawicie jakiś 'ślad' po sobie.

Postacie

Vivian - Historia: impozytor z impozytu pierwszego, jako jedyna przeżyła podczas napadu na Wojowników Krwi, po długiej wędrówce dołączyła do impozytu czterdziestego czwartego.
Charakter i zdolności: waleczna i silna, potrafi pokonać niejednego Wojownika co wbrew pozorom nie jest łatwe, obojętna, zimna i oschła, bardzo nie ufna, w przeszłości bardzo skrzywdzona przez co zamknięta w sobie.

Alexander - Historia: po stracie rodziny podczas werbunku kobiet wstąpił do impozytu czterdziestego czwartego razem ze swoim bratem Jamie'im.
Charakter i zdolności: uprzedzony do kobiet, lubi się wywyższać, choć udaje, że tego nie robi, jego celem jest zostanie silnym impozytorem, który pokona Wojowników, bystry i uważny, potrafi rozszyfrować każdą duszę.

Patrick - Historia: po brutalnej stracie matki postanowił zemścić się na całym świecie, to on wraz z ojcem rozpętał wojnę i porwał wszystkie kobiety, po kolejnej stracie bliskiej mu osoby staje się bezwzględny.
Charakter i zdolności: zrobi wszystko, żeby dostać to czego pragnie, oddany wobec bliskich mu osób, oziębły i zadufany w sobie, oprócz dobra swojego i swojej rodziny niczego innego nie widzi, tajemniczy odkąd powrócił z wyprawy.

Wojownicy Krwi - istoty stworzone przez Patrick'a, aby opanować świat, bezmózgie urządzenia służące jako imitacja człowieka myślącego, mówią, lecz nie posiadają własnej woli, zrobią wszystko, aby zadowolić swojego pana.

Imopozytorzy - mężczyźni pogrupowani na 113 impozytów, zbierają się by walczyć z Wojownikami, lecz nadal mają za mało siły, by odeprzeć kolejne ataki.

Zapowiedź

Gdy świat opanowali Wojownicy Krwi nikt nie może czuć się bezpieczny. Kobiety zostały zwerbowane do siedziby Wojowników oraz ich władcy. Mężczyźni chcąc się zbuntować utworzyli impozyty, w których ćwiczą by w końcu stawić czoła złu. Gdy impozyt 1 przegrał bitwę z Wojownikami impozytorzy zostali pogrążeni w jeszcze większym strachu. Wojownicy zbliżają się coraz bliżej, a nikt nie ma na tyle odwagi odebrać swoje ziemie.
W końcu pojawia się ONA, skrywana od tylu lat impozytorka. Jako jedyna nie została zwerbowana przez Wojowników i jako jedyna przeżyła podczas bitwy. Chcąc pomóc dociera do źródła zła, które opanował świat. Czy poradzi sobie ze swoimi emocjami? Czy dostrzeże pomoc jej oferowaną? Czy razem z innymi impozytorami uwoli kobiety i zwalczy Wojowników?
Przeczytaj.

Lekcje

                    Prolog
                    Lekcja 1
                    Lekcja 2
                    Lekcja 3

piątek, 16 stycznia 2015

Prolog

Ten świat został stworzony tak by każda istota żywa znalazła swoje miejsce w łańcuchu życia, żeby nikt nie był sam i każdy był blisko. Ludzie na tej ziemi byli biedni, ale nigdy nie aż tak by nie podzielić się z kimś innym. Zawsze znajdowali porozumienie i nie dało się ich podzielić, a przynajmniej tak myśleli...
Teraz świat jest podzielony. Nikt nie zna miłości, radości i dobroci, zastąpiły je smutek, żal i strach. Dusze ludzi zostały zanieczyszczone, niegdyś wyrozumiali ludzie stali się żądnymi Wojownikami Krwi, a ci którzy im się sprzeciwili ginęli. Stworzyły się oddzielne impozyty, które siliły się by być w gotowości do walki z Wojownikami. Prawie nikt nie był jeszcze skory by wystąpić przeciw nim, ale każdy myśli tylko o tym by zadać cios i skończyć z wieczną udręką, którą zadają by być silni.
Impozyt 44.
- Raz! Dwa! Szybciej! Jeszcze raz! Do góry!
Właśnie odbywały się codzienne ćwiczenia impozytorów. Dziś musieli wypaść jak najlepiej, bo to dziś miał przyjechać główny Szach. Jedyna osoba, która została z Impozytu 1 po napadzie na Wojowników Krwi. Każdy myślał o nim jak o kimś kto pomoże im i uwolni od nieczystych dusz.
- Co oni sobie myślą? - szepnął do kolegi - Że przyjdzie jakiś tajemniczy gość, który będzie się chwalił swoimi wyczynami i tym nam pomoże? - prychnął.
- Dlaczego miałby się chwalić? - Jamie nie rozumiał oburzenia przyjaciela.
- Bo tacy są 'wybawcy świata' - zaśmiał się przez złość - Zobaczysz, ten koleś nas wystawi. Pewnie nic nie umie, bo jak tylko przeżył spotkanie z - pompki - Wojownikami to już nic musiał robić.
- Wiesz co? - wyłączył się z grupy - Potrafisz tylko odbierać nadzieję! - wstał i odszedł do swojego torum.
Alexander nawet nie spojrzał na brata tylko ćwiczył dalej z myślą, że jeżeli oni nie wyćwiczą sobie formy to żaden superbohater nie pomoże im pokonać Wojowników. Po chwili on i jego kompani usłyszeli głośny gąg, który oznaczał, że impozytor z jedynki właśnie przyjechał. Wszyscy stanęli jak na zawołanie, impozytorzy wyżsi rangą wyszli na przywitanie gościa. Otworzyli wrota przez, które weszła jakaś zakapturzona postać. Mężczyzna, jak wszyscy podejrzewali, miał na sobie szarą, trochę za dużą bluzę z kapturem, spodnie miał dość za blisko ciała, gdyż widać było jakie miał chude nogi. On razem ze starszymi impozytorami weszli na scenę. Przedstawiciel zapukał w mikrofon i zaczął.
- A więc - sprawdził głos - To jest jedyny przedstawiciel impozytu pierwszego, to on poprowadzi nas na wojnę.
Po chwili każdy ujrzał nieznajomego. Kaptur zasłaniał jego twarz, ale widać było rudą grzywkę. To coś rude ma nam pomóc? - pomyślał rozzłoszczony Alex. Zaraz po tym gdy tak pomyślał zakapturzona postać zrzuciła swój kaptur. Tego impozytorzy na pewno się nie spodziewali i nie byli z tego zadowoleni.




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Taka moja wymyślona historia, obiecałam sobie, że opublikuję to, więc tamdam~! Mam nadzieję, że ktoś tu zajrzy.